Rozwożę węgiel – Zarabianie Uczciwych Pieniędzy

Podczas nauki w liceum pierwszy raz poczułem się „dorosły” w chwili, gdy podobnie jak 97% dojrzałych ludzi doświadczyłem braku pieniędzy. W tym czasie mój ojciec prowadził własny biznes polegający na produkcji kostki brykietowej.

Zaczynały się wakacje, miałem sporo wolnego czasu, więc liczyłem na to, że zarobię trochę grosza. Na mojenieszczęście okazało się, że w zakładzie ojca kierowników był dostatek, a dla mnie znalazła się „ciepła” posadka na hali produkcyjnej.

POBIERZ PDF I AUDIOBOOK

Pobierając bezpłatny fragment akceptujesz naszą politykę prywatności.

Zacząłem pracę.

Przez kolejny miesiąc moja praca polegała na grzebaniu w mule, sprzątaniu łazienek i noszeniu wszystkiego, co kwalifikowało się do określenia: „O, chodź tu! Jesteś młody, masz krzepę, a to swoje waży”. Tata polecił brygadzistom, by nauczyli mnie „dobrej roboty”. Pracę zaczynałem o 6.00.

Zawsze wydawało mi się, że tak wcześnie wstają tylko koguty w bajkach, a tu taka niespodzianka!

Nigdy w życiu nie widziałem tylu wschodów słońca w ciągu dwóch miesięcy! Nie powiem, żebym był z tego powodu bardzo zadowolony. Nastrojową atmosferę psuła świadomość, że zaraz dostanę do ręki łopatę i przez najbliższych osiem godzin będę z nią ściśle współpracował.

Dostawałem od firmy taty normalną wypłatę – 900 złotych miesięcznie. To było dla mnie sporo, co wcale nie zmienia faktu, że miałem nieograniczone potrzeby i przerażała mnie wizja, że tak mogłoby wyglądać całe moje życie. Wschody słońca otrzymałem gratis, ale i tak musiałem coś wymyślić.

Okazja pojawiła się sama.

Zdałem w tym czasie egzamin na prawo jazdy i nie posiadałem się ze szczęścia, kiedy mogłem prowadzić samochód. W mojej sezonowej pracy spotkał mnie też awans. Wspiąłem się na wyższy szczebel kariery i z chłopca na posyłki stałem się pełnoprawnym „ładowaczem węgla do worka”.

Mój nowy zakres obowiązków polegał na tym, że cały dzień pakowałem do foliowych worków po 25 kilogramów węgla. Węgiel ten sprzedawany był odbiorcom detalicznym, a ja musiałem dbać o to, żeby nie zabrakło zapakowanych worków oraz by każdy z nich ważył równo 25 kilogramów.

Miałem ustawiać worek na palecie, lecz szybko doszedłem do wniosku, że skoro i tak już go niosę, to włożę go klientowi prosto dobagażnika. Gdy klient podjeżdżał, przed załadowaniem worka do samochodu dokładnie oglądałem, czy nie ma w nim żadnej dziurki. Mówiłem klientowi, że nie chcę mu nabrudzić w aucie.

Ten gest okazał się dość opłacalny.

 

CZYTAJ DALEJ Przejdź do ciągu dalszego

 

Podziel się ze znajomymi:

Bartosz Nosiadek
Bartosz Nosiadek

Deweloper z pasją edukacyjną. Zajmuje się budowaniem nieruchomości i pośrednictwem w ich obrocie. 13 lat temu zaczynał pracę jako akwizytor, a dzisiaj grupa firm, którą kieruje, sprzedaje między 60 a 120 nieruchomości rocznie.