Rozwożę węgiel – Zarabianie Uczciwych Pieniędzy

Byłem bardzo zaskoczony, kiedy zacząłem dostawać napiwki! Co kilkanaście minut do kieszeni wpadały mi to złotówka, to dwa złote. Nigdy nie sądziłem, że ładowacz węgla może w ogóle coś zarobić na napiwkach.

A pamiętam, że w ten sposób każdego dnia dorabiałem sobie połowę dniówki.

Dziś wiem, że zarabia się tam, gdzie ktoś wyciąga pieniądze z portfela, i że najbardziej opłaca się „być jak najbliżej klienta”. Postanowiłem pójść za ciosem. Do zakładu taty dzwonili klienci i pytali, czy sprzedajemy workowany węgiel z dostawą do domu. Początkowo usługa ta nie znajdowała się w ofercie firmy.

Postanowiłem zmienić ten stan rzeczy.

Wypożyczyłem od znajomego samochód marki Polonez Truck i załadowany workami z węglem, ruszyłem na miasto. Do pomocy zatrudniłem młodszego brata, któremu powiedziałem, że zrobimy na tym węglu interes życia. Nie musiałem powtarzać. Plan był prosty: co sobotę pożyczamy poloneza, bierzemy worki z węglem i ruszamy do klientów. Kiedy pierwszy raz wyjechaliśmy z bratem tym starym klekotem na miasto (chyba przeładowaliśmy pakę), czułem się jak baron węglowy. Trochę studził mnie drobny fakt, że po wciśnięciu hamulca stary polonez nadal sunął przed siebie całym pędem, ale taka drobnostka nie mogła zabić przecież mojego entuzjazmu.

Nasz pierwszy klient okazał się strzałem w dziesiątkę.

Starsza pani, mieszkająca samotnie, zabrała 1/3 towaru i sama powiedziała, że dopłaci nam, jeśli zniesiemy worki do piwnicy.

Nie minęły trzy godziny i każdy z nas miał po 60 złotych zysku w kieszeni. Było nas nawet stać na to, by wlać do poloneza więcej benzyny, niż miał wtedy, gdy go pożyczaliśmy. Każdy był zadowolony, najbardziej chyba klienci i właśnie to chwytało.

Kiedy pojawiły się kolejne zamówienia, okazało się, że zarabiamy dużo lepiej na usługach dodatkowych niż na samym węglu. Najbardziej opłacało się znosić węgiel do piwnicy. Nie podawałem ceny, mówiłem tylko, że jestem uczniem i dorabiam w wakacje.

Metoda ta była szczera i skuteczna, a takie najlepiej w biznesie działają.

Wiele razyzaskakiwała mnie hojność klientów, którzy za 10 minut znoszenia węgla dawali mi 20 złotych napiwku! W godzinę mógłbym zarobić tyle co prawnik po aplikacji (z tą różnicą, że prawnika mogą boleć plecy od siedzenia na krześle, a mnie bolały od targania worków z węglem).

Moja „węglowa” przygoda dobiegała końca. Ostatni miesiąc wakacji chciałem zostawić dla siebie – odpocząć trochę i pojechać na Mazury. Kiedy zastanowiłem się chwilę nad pracą na hali i kontaktem z klientami, zauważyłem, że bardziej opłaca się porozmawiać z ludźmi i „pohandlować”, zamiast cały dzień rzucać łopatą.

Co więcej, ten model pracy okazał się dla mnie o wiele przyjemniejszy. Pracując na hali produkcyjnej, nie miałem możliwości podjechania na hamburgera i ciastko. Kiedy byłem w terenie i spotykałem się z klientami, sam ustalałem sobie trasę przejazdu i na najbliższe godziny sam byłem sobie szefem. I bardzo mi to odpowiadało.

Przeczytaj więcej o całej książce tutaj, lub wybierz pakiet dla siebie.


Bartosz Nosiadek
Bartosz Nosiadek

Deweloper z pasją edukacyjną. Zajmuje się budowaniem nieruchomości i pośrednictwem w ich obrocie. 13 lat temu zaczynał pracę jako akwizytor, a dzisiaj grupa firm, którą kieruje, sprzedaje między 60 a 120 nieruchomości rocznie.