Rozwiązanie pewnego problemu nieruchomościowego

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć historię próby rozwiązania pewnego nieruchomościowego problemu. Wczoraj przed końcem pracy dostałem maila z informacją, że następnego dnia o godzinie dziewiątej rano mam przyjechać do miejscowości Radłów pod Tarnowem, bo będzie tam biegły sądowy geodeta wznawiał granice w pewnej skomplikowanej sprawie.

Więc pomyślałem sobie, że pojadę. Załatwię tą sprawę, którą mam z tym biegłym sądowym z wytyczenia takiej granicy nieruchomości, a później opowiem wam o tym…

1. Problem nieruchomościowy.

Konflikt sąsiadów o ziemie – przejęcie zadłużonej nieruchomości z mieszkańcami,
którzy nie mogli jej odkupić. Okazało się, że konflikt potrafi żyć dłużej niż ludzie, gdyż
dotyczył on osób nieżyjących.

2. Sąsiedzi wytaczają sprawę w sądzie o zasiedzenie.

Zasiedzenie polega na zajmowaniu jakiegoś terenu, płaceniu za niego podatków i
uprawianiu go. Natomiast były dowody na to (między innymi rosnące drzewa), że osoby te
nie dbały o ten teren. Mimo wszystko wytyczyli sprawę w sądzie, w dodatku chcąc większego
terenu, niż twierdzili na początku.

W jaki sposób najlepiej rozwiązać konflikt?

Najlepszym rozwiązaniem na rozwiązanie takiego konfliktu jest po prostu ustąpienie.
Dlaczego? Ponieważ życie jest za krótkie, aby zajmować się kłótniami o majątek. Na
konflikty szkoda jest tracić czasu i zdrowia, natomiast jeśli raz sami z siebie ustąpimy komuś,
pewnego dnia możemy coś zyskać.

Był to problem taki, że trzy lata temu postanowiłem zainwestować w spółkę, która zajmuje się oddłużeniami. Czyli polegało to na tym, że byli ludzie zadłużeni, odkupowaliśmy od nich nieruchomość, te osoby miały czas na zbudowanie swojej zdolności kredytowej i to kupowały z powrotem.

Po kilku latach funkcjonowania w tym biznesie zauważyłem, że część tych osób nie realizuje swojej obietnicy i siłą rzeczy musieliby się wyprowadzać z domu. A często starają się podkreślać, że nie chcą brać udziału w takim biznesie. Znaleźliśmy się w sytuacji takiej, że faktycznie była nieruchomość, gdzie dłużnicy postanowili jej nie odkupować. Ja wtedy sobie pomyślałem, że chyba nadszedł czas, żebym wyszedł z tego biznesu, bo nie chciałem się czymś takim zajmować. W rozliczeniu za udziały w tej spółce przyjąłem nieruchomość z dłużnikami.

Czyli zostałem właścicielem nieruchomości, w której są ludzie, którzy nie byli w stanie jej odkupić.

Przejmując tę nieruchomość, przejąłem też pewne antyczne problemy związane z tą nieruchomością. Problemy były takie, że jeden sąsiad drugiemu sąsiadowi coś obiecał i granica ma być w innym miejscu.

Taka wojna o miedzę to są ciekawe konflikty. My to mamy statystycznie za każdym razem, jak jest zdwojenie granic nieruchomości, jak zaczynamy jakąś inwestycję i jest robiony podział działki. Przed podziałem działki wznawia się granice, i jak jest pięciu, sześciu sąsiadów to na bank będzie jakiś kłopot.

Tu się okazał ten kłopot znacznie większy i okazało się, że konflikt potrafi żyć dłużej niż ludzie, ponieważ ten spór dotyczył teścia i ojca tych sąsiadów, którzy już nie żyją, a ci spadkobiercy dalej się kłócą.

Moja strategia jest taka, że należy w takich sytuacjach się porozumieć, czyli poszukać drogi pokojowej i na pewno zawsze się znajdzie jakieś rozwiązanie. Zaproponowałem właścicielowi działki obok, że ten fragment sporny mogę mu sprzedać.

Zaproponowałem za to piętnaście tysięcy, on na to powiedział, że to jest zbyt wysoka cena, pięćdziesiąt złotych za metr będzie mniej. Pomyślałem, że nie będę wchodzić w wielkie dyskusje, czy tam ma być fragment więcej, czy fragment mniej. Zgodziłęm się na to, powiedziałem panu, że ma pięć tysięcy złotych w cenie działki rolnej.

Po jakimś czasie okazało się, że ten sąsiad podał nas do sądu o zasiedzenie tego gruntu.

Chyba poszedł tropem takim, że po co ma pięć tysięcy złotych płacić, jak może to mieć za darmo. Zasiedzenie polega na tym, że jeśli ktoś użytkuje regularnie jakąś nieruchomość, na przykład działkę.

Powiedzmy, że mam działkę obok i tak ją sobie zaczynam kosić, zaczynam płacić za nią podatek i tam sadzę ziemniaki i tak robię trzydzieści lat. Trzydzieści lat mija, idę do sądu i zasiedziałem. Prawdopodobnie tak, jeśli to udowodnię, to działka może stać się moją własnością przez zasiedzenie w tak zwanej złej wierze. Czyli wiem, że nie moje, użytkuję, po trzydziestu latach jest moje. Taki przepis jest w Polsce.

Zaskoczyło mnie to trochę, zrobiła się z tego grubsza sprawa, czyli konflikt ludzi, którzy już nie żyją. W tym sądzie tak sobie pomyślałem, że nie ma sensu się kłócić, jak on tego nie chce kupować, niech to sobie w ogóle zasiedzi, weźmie.

Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że jego roszczenie to jest już nie trzysta metrów, a prawie dziewięćset metrów kwadratowych, czyli już tak powoli chce zasiedzieć całą działkę budowlaną.

Byli tam świadkowie sprzed lat, którzy potwierdzali tą wersję. Moją strategią jest to, żeby jak najszybciej takie sprawy zakańczać, a najszybciej zakończyć je ustąpieniem. Chciałem  się z wami podzielić takim pomysłem, że najszybszym sposobem zakończenia konfliktu jest komuś ustąpić.

Rozmawiałem z geodetą tym biegłym sądowym, który tam wytyczał te paliki. Powiedział, że połowa spraw cywilnych w Tarnowie dotyczy spraw majątkowych, czyli sąsiad z sąsiadem zawzięcie o miedzę wojuje. Ja gdzieś tak podskórnie czuję, że to kompletnie nie ma sensu i postanowiłem w tym przypadku ustąpić. I wiele ludzi uważa taką decyzję za bardzo głupią i nieekonomiczną.

W warstwie finansowej muszę się z tymi osobami zgodzić, ponieważ bez większego problemu będąc w tym sądzie gdzieś tak z trzy lata, bo tyle trwałaby ta sprawa o zasiedzenie byłbym w stanie udowodnić, że tego nie zasiedzieli, ponieważ żeby zasiedzieć musisz użytkować ten grunt nieprzerwanie. Czyli na przykład tam coś sadzić, kosić, obrabiać, płacić podatek.

A tu sąsiedzi podatku za ten obszar nie płacili i obszar jest zarośnięty drzewami ponad trzydziestoletnimi. Pewnie tą sprawę bym wygrał. Trwało by to z trzy, trzy i pół roku, pewnie by trzeba było się z siedem, osiem razy w sądzie spotkać.

Pierwszy czynnik – czas. Po co ci to? Można w tym czasie robić coś innego. A drugi czynnik jest taki, że :

Spór ma znacznie większe konsekwencje niż tylko konsekwencje finansowe.

Bo to, że w tym przypadku "przegram" może kilkaset metrów działki więcej niż tak bym mógł wywalczyć, to wcale nie przegram w moim odczuciu. Czasem trzeba coś stracić, żeby coś zyskać.

Wierzę, że jak nie będziesz się z ludźmi tłukł o wszystko to prędzej czy później trafią do ciebie i fajni klienci, i fajne nieruchomości. Często mnie takie sytuacje spotykają, bo jak jestem w branży deweloperskiej to często się coś takiego przydarza.

I uważam, że spór jest kompletnie bezsensowny, na tym się życie przegrywa. Będziesz tylko siedział, przyjedziesz do domu i będziesz myślał tylko o sąsiedzie, który chce zabrać ci ziemię. Po co ci to wszystko? Życie jest piękne, krótkie, nie ma się co z ludźmi szarpać.

Do tego was chciałem zachęcić tą historią. Jeśli macie taką sytuację w życiu, że zamierzacie stoczyć wojnę o paczkę zapałek no to nie toczcie tej wojny, nawet jeśli ta paczka ma siedemset metrów działki, albo nie wiadomo ile. Życie tego nie jest warte.

Konflikt z tym człowiekiem nie jest tego wart.

Jakikolwiek konflikt z jakimkolwiek człowiekiem nie jest tego warty, żeby wchodzić w to. I z punktu biznesowego dzisiaj można powiedzieć, że tracę pieniądze. Myślę, że koniec końców to jest wygrana, żeby nie wchodzić w niepotrzebną wojnę o racje i niepotrzebny konflikt, do czego was bardzo serdecznie zachęcam.

Podziel się ze znajomymi:

Bartosz Nosiadek
Bartosz Nosiadek

Deweloper z pasją edukacyjną. Zajmuje się budowaniem nieruchomości i pośrednictwem w ich obrocie. 13 lat temu zaczynał pracę jako akwizytor, a dzisiaj grupa firm, którą kieruje, sprzedaje między 60 a 120 nieruchomości rocznie.